S. Olionkin «Folklor i szkola»

S. Olionkin «Folklor i szkoła»

Zadziwiające, ale ów temat pozostaje nieśmiertelny. Mogłoby się wydawać, że został już zupełnie zapomniany, jednak tu i tam na nowo powraca. Niekiedy, acz rzadko pojawia się inicjatywa oddolna. Mam nadzieję, że mamy tu do czynienia mianowicie z takim wariantem. Najczęściej jednak temat powraca z inicjatywy władz państwowych, wart jest zatem rozpatrzenia.


W nie tak odległej epoce radzieckiej, państwo przywiązywało wielką uwagę do kultury tradycyjnej. Z małą wszakże poprawką: technologów kultproswieta nie interesowała kultura sama w sobie, była ona jedynie wygodnym instrumentem do realizacji wyznaczonych zadań, najważniejsze by materiał folkloru zmieniał się samorzutnie, odpowiednio do postawionych celów. Zarówno władze jak i kierownictwo szkół ustosunkowywały się do kultury w sposób dla nich najwygodniejszy, czego rezultaty są zauważalne do dziś. Myślę, że w Polsce, we wspomnianej sferze, również nie doszło do radykalnych zmian. W Rosji, gdzie ceni się mocne słowa, zjawisku temu nadano niezwykłe nazwy: „klukwa”, „razluli malina”, „sarafany, bałałajki, dwa pritopa, dwa prichłopa”, „ica-drica” i inne.
Gdy na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia na festiwale do Rygi zaczęły przyjeżdżać „zespoły folklorystyczne” z Niemiec, Austrii, Szwecji, Finlandii, USA i innych krajów, byłem wstrząśnięty tym, co zobaczyłem i usłyszałem. Okazało się, że to, co uważałem za zjawisko wyłącznie radzieckie, kwitnie i tam. Euroklukwa na zewnątrz mało odróżnia się od swej kuzynki z czasów radzieckich. Może jedynie wygląda bardziej inteligentnie, lecz jakość warstwy instrumentalnej często jest jeszcze gorsza.
Przypominam sobie własne dzieciństwo: nie bacząc na prośby starszych, bez zastanowienia wyłączałem telewizor, kiedy na ekranie pojawiał się chór wiadomego gatunku. Będąc już dorosłym, przez wiele lat nie zwracałem uwagi na pieśń ludową, dopóki nie uświadomiłem sobie kłamstwa: to, co podaje się za sztukę ludową, nie ma z nią nic wspólnego. Wieloletnie doświadczenie mówi mi, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego oszustwa. Pracując w szkole jako kierownik folklorystycznego studia, nieustannie słyszę za plecami sławne piosenki: „vo pole bieriozka stojała, luli-luli, stojała”, „kalinka-malinka” (troicka i weselna pieśni taneczne, zmieniły swoje gatunkowe znaczenie, przeradzając się w środowisku uczniów w drazniłki). Tak młodzież wyraża swój stosunek do mego przedmiotu. Jednakże ani razu nie słyszałem podobnych znieważeń ze strony uczniów, którzy chociażby przez krótki czas pracowali w studiu, nawet jeżeli rozstawaliśmy się, mówiąc delikatnie, daleko nie przyjaciółmi.
W Łotwie i w Rosji, w każdym programie do nauczania języka rosyjskiego i literatury dla początkowej i średniej szkoły, jest sporo miejsca na teksty różnych gatunków folkloru, w takim lub innym zakresie. Nie zauważa się jednak szczególnego zainteresowania szkół uzupełnianiem programu. Zresztą, zrozumiałe jest, że w naszym „cywilizowanych świecie” z kultury ludowej nie ma większej korzyści.
Oczywiście, w przypadku mniejszości narodowych wszystko powraca na swoje miejsce, kiedy istnieje potrzeba zachowania specyfiki narodowej, narodowej tożsamości. Ale wówczas powstaje również pokusa i niebezpieczeństwo wejścia w folkloryzm stosowany, i mało komu udaję się tego uniknąć. Może wam to się uda. Niech Bóg pomaga!
Dlaczego, pomimo to, tak droga jest nam kultura tradycyjna, na ile potrzebna jest we współczesnej szkole, i na ile jest do pogodzenia ze współczesną szkołą? Warto udzielić tu głosu dwóm podmiotom. Z jednej strony Tradycyjna Kultura Ludowa, która, jak się wydaje, jest nam daleka i każdego dnia oddala się coraz bardziej, z drugiej – Współczesny Uczeń, dziecko, który żyje w świecie industrialnym, świecie technologii, komputerów.
Czym tradycyjna kultura odróżnia się od kultury, którą my, współcześni, cywilizowani ludzie miasta wyznajemy? Po pierwsze należy stwierdzić, że tradycyjna kultura ludowa jest to przede wszystkim kultura ustna, i jedynym miejscem jej przechowywania jest pamięć ludzka, co dla współczesnego człowieka wydaje się czymś nieprawdopodobnym. Rzeczywiście, czy moglibyśmy utrzymać w pamięci całość niezbędnej dla nas wiedzy? Gigantyczne zasoby informacji, przy braku możliwości „odłożenia na półkę”, wymagają odpowiednich sposobów kodowania (zob. Bajburin A. K., “Rituał v tradicionnoj kulturie”, Strukturno-siemanticzeskij analiz vostocznosłowianskich obriadov”, S. Petersburg 1993; Czistow K. V. „Folklor, tiekst, tradicija”, O.G. I. Moskwa 2005 i in.). Jakie są to sposoby? Aby uniknąć skomplikowanego teoretyzowania, spróbuję dać poglądowe przykłady.
Tradycyjna składowa jest obecna i w kulturze współczesnego miasta, jednakże w wielu przypadkach jest jej przeciwieństwem. Charakterystycznym przykładem takiego braku współbrzmienia są tradycyjne teksty, takie jak nakazy i zakazy związane z używaniem różnych przedmiotów — zakaz siedzenia i leżenia na stole, kładzenia na stół skarpetek, zmiatania ze stołu okruchów gołą ręką itd. Z naszego punktu widzenia te zakazy są zupełnie bezpodstawne, bowiem ze wspomnianych przedmiotów codziennego użytku czerpiemy praktyczne korzyści. „To jest stół – tu się je”. Dla człowieka tradycyjnego przedmiot, oprócz praktycznego, ma również znaczenie symboliczne. W tym czy innym stopniu odnosi się to właściwie do wszystkich przedmiotów.
Te symboliczne składowe otaczającego świata są najprostszymi elementami – leksemami tekstu kultury ustnej. Rzeczywiście, stół jest nie tylko tym „na czym się je”, a jedzenie jest przecież nie tylko „zaspokojeniem potrzeb fizjologicznych”. Stół to tron, ołtarz, niebo, „dłoń Bogarodzicy”, jest to miejsce spotkania dwóch światów. Na stole ubiera się nowo narodzone dziecię, zanim nie oczyści się ono od udziału w tamtym nieznanym świecie, z którego przyszedł. Na stole kładzie się zmarłego przed wyprowadzeniem do tamtego świata. Dlatego też na stole nie można siedzieć ani leżeć. Na stole nie można również kłaść skarpetek, bowiem los przedmiotu, należącego do człowieka, w tajemny i ścisły sposób jest związany z losem jego gospodarza (znana badaczka kultury antycznej Olga Frejdenberg udowodniła, że tak zwyczajny i wygodny dla zachodniego człowieka stół, za którym się je, pracuje itp., wszedł do tradycji zachodniej mianowicie dzięki swej ołtarzowej semantyce, a zupełnie nie dzięki swej utylitarnej przydatności. Na wschodzie nie mniej wygodne jest siedzenie, spożywanie posiłku itd.
Wobec tego na stole nie można siedzieć — jest to niebezpieczne i bluźniercze, semantyka symbolu określa charakter stosunku człowieka do świata. Ładunek emocjonalny i energetyka symbolu, swobodnie burzą zaporę wieków i nie jest w stanie ostudzić ich nawet zdroworozsądkowy chłód naszych czasów. Chociaż wszyscy udajemy współczesnych i cywilizowanych, to w głębi duszy pozostajemy takimi, jakimi byliśmy zawsze.
Sfera każdego tekstu tradycyjnego znajduje się na granicy życia i śmierci, Tego świata i Tamtego świata, a cztery zaczarowane słowa: miłość, ślub, narodziny i śmierć, są kluczowymi dla zrozumienia kultury tradycyjnej. Cały zbiór tych tekstów jest bezgranicznym wyliczaniem wszystkich możliwych wariantów stosunków, które powstają wokół tych najważniejszych sfer życia człowieka. Jeśli człowiek zna język kultury tradycyjnej, błyskawicznie zrozumie sens dowolnego tekstu i oceni jego głębię. Mało tego, może on bez większych trudności przekazać tenże tekst, ponieważ sekret mnemoniki kultury ludowej tkwi w „pograniczności”. Można powiedzieć, że bliskość śmierci, zanurzenie w sferze działania podstawowych instynktów – instynktu samo zachowania i instynktu przedłużenia rodu, zapewniają trwałość zapamiętywanego tekstu. Wszystko, co jest na granicy – jest nadzwyczaj aktualne, i dlatego jaskrawie zabarwione emocjonalnie. Jest to jeden z najważniejszych wyróżników kultury tradycyjnej. Kiedy człowiek nie zna tegoż języka, każdy z tekstów wyda się mu albo mało czytelny, wręcz bezsensowny, lub zostanie ogłoszony świadectwem pewnego czasu, świadectwem, któremu należy oddawać żałosną daninę poważania.
Tak oto, aby pracować z materiałem kultury tradycyjnej, niezbędne jest rozumienie języka tej kultury. Warto podać jakiś przykład, aby jaśniej określić kierunek pracy. Jaskrawą ilustracją specyfiki języka tradycyjnej kultury, będzie materiał tradycji świątecznego przebierania się (riażenija).
W rosyjskiej, a najprawdopodobniej i w całej słowiańskiej tradycji, przebieranie się jest nieodłącznym, obrzędowym elementem podstawowych świąt. Dotyczy to nie tylko świąt kalendarzowych, ale także wesela, chrzcin, a nawet pogrzebu i wspominek. Badany materiał mówi o tym, że przebieraniec w kulturze ludowej ukazuje się nam jako przedstawiciel świata śmierci. Jego oblicze i zachowanie są sprzeczne z ogólnie przyjętymi normami, bowiem na tamtym świecie wszystko jest na opak, do góry nogami. Przebieraniec jest odziany w antyubranie, posiada cechy sprzeczne z istotą człowieka, zachowuje się wbrew ogólnie przyjętym normom (na stronie http:.//pjatnica.com/ w rozdziale „mietodiczki”, w języku rosyjskim, opublikowano pomoc metodyczną o przebieraniu się).
Z naszego, pragmatycznego punktu widzenia, tradycje te mogą wydać się mało zrozumiałe a nawet dziwne. Ale strój przebierańca, podobnie jak i każdy ubiór, każdy przedmiot, każde działanie, słowo w kulturze tradycyjnej posiadają symboliczną składową, poprzez którą włączają się w ogólny, klasyfikacyjno-oceniający system. Jednym z głównych, klasyfikujących symboli jest pojęcie „normy”. W kulturze tradycyjnej działają ścisłe systemy normatywne i obowiązkiem każdego członka wspólnoty jest posiadanie konkretnej wiedzy o kryteriach normatywnych. Uważne badanie posiadanej informacji pokazuje, iż mnemonika normatywności opierała się bardziej na uświadomieniu antynormy, niż normy. Człowiek wie jak nie można postępować, i wychodząc z tego założenia formuje swoje codzienne zachowanie. Wszystko, co niesie ze sobą przebieraniec, prowadzi do śmiechu, ale śmiech ten w każdym momencie może zamienić się w strach, nawet przerażenie. „Naruszenie normy jest śmieszne, straszne i niedopuszczalne. Dlatego też naruszać ją powinien właśnie przebieraniec w czasie świątecznego rytuału, aby wszyscy pozostali pamiętali jak nie można postępować” — tak w uproszczony sposób przedstawia się idea świątecznego przebierania.
Należy zwrócić również uwagę, że okres, a co za tym idzie i przestrzeń w kulturze tradycyjnej, także posiadają symboliczne składowe, i tłumaczą się nieco inaczej niż to, do czego przywykliśmy. Narzucone przez naukę pojęcia o fizycznej czasoprzestrzeni zupełnie nie odpowiadają obrazowi świata człowieka tradycyjnego. Czas w nim jest niejednorodny, pozbawiony ciągłości. Teraźniejsze, minione i przyszłe skupiają się w nim w jednym punkcie.
Czas świąteczny – to święty, boski okres, o którym mówi przysłowie: U Boga zawsze jest święto. Słowa światło, swiatki, święty, świąteczny są do siebie etymologicznie zbliżone i pochodzą od znaczeniowej podstawy święty, świąteczny. Święto – święty, świąteczny dzień. Z kolei rosyjskie słowo prazdnik wywodzi się od słowa próżny. „Prazdnik – to dzień próżny od codzienności: w dień swiat wsie sujety spiat. Jest to wyjaśnienie pokrewieństwa słowa budni (codzienny) dla słowa budit’ (budzić) — W budni probużdajutsia sujety. Aniołowie, a nawet sam Pan Bóg, ale również zmarli przodkowie, siła nieczysta niewidzialnie, a nawet widzialnie są obecni wśród ludzi.
Święto – to czas rozdania ogólnego dobra, czas obdarowania dolą. W tym znaczeniu, w kontekście wielu rytuałów, dokonuje się dzielenie a następnie zjedzenie chleba obrzędowego, pieroga, korowaja. „W dniu świątecznym wszyscy u Boga są równi”.
Treść przebierania się, często dokładnie powtarza materiał „byliczki”, a przebieraniec nosi imię postaci „byliczki”, upodabniając się do niej, przywołując niekiedy skojarzenia z postaciami z bajek. Przykładowo, znany i dokładnie przeanalizowany przez W. Proppa obraz „starca”, „Dziada”, jest uosabiany w zabawach przebierańców, będąc pośród nich jedną z najbardziej rozpowszechnionych postaci. Obraz ten posiada wiele opisów w tekstach różnych gatunków.
W „byliczkach” mianowicie w obliczu „dziada” najczęściej pojawiają się takie postacie jak domowy, leszij, bajennik, polewik i in. Piękne ich opisy możemy znaleźć w zagadkach, przysłowiach i powiedzeniach: Starik u vorot tiepło uwołok, sam nie bieżit i stojat’ nie vielit – mróz; Kogo dieduszka lubit, tomu i kostoczki v ruki; Died v szubu odiet, narużu miech – niedźwiedź. Nic w tym dziwnego, że wszystkie teksty opisujące różnorodne zjawiska, odnoszą się do obrazu postaci przebranej i konkretyzują ją. Jest to przykład uniwersalnej zasady istnienia tekstu folklorystycznego. System ten opisuje przedmioty i zjawiska, które przenikają się wzajemnie. Zarówno mróz, dziadek, niedźwiedź, opisani w tekstach, ujawniają cechy głębokiego związku, co pozwala uświadomić obecność pewnej ukrytej, jednoczącej idei. Teksty bajek, w których wspomina się „ubogiego staruszka” („ubogi” – u Boga), „staruszek na dębie”, „stary dziedek” i in. uściślają informację o postaci. Wiadomo, że w obrazie staruszka, dziadka ukazuje się postać sakralizowana — jest to przodek, który zapoczątkował ród, ktoś podobny, a nawet sam Pan Bóg.

***
Jak to się przekłada na warunki szkoły? Wspomnieliśmy już, że szkolne programy i podręczniki proponują naukę tekstów tradycyjnych t.j. wspomniana, sławna „vo pole bieriozka stojała”. Jest to tekst troickiej, obrzędowej pieśni. Kilka jej regionalnych wariantów słyszałem i mogę zaświadczyć, że jest to godny wzorzec tradycyjnej twórczości. Przy tym w niczym nie ustępujący każdej innej pieśni, która przetrwała w żywej tradycji. Dlaczego pieśń ta posiada złą sławę wśród miejskiej młodzieży, dlaczego zasłużyła na miano negatywnego symbolu ich kulturalnej niezależności?
Próbując odpowiedzieć na to pytanie, otwórzmy dowolny podręcznik języka rosyjskiego. Tenże tekst, jak również i inne teksty pieśni ludowych będą tam umieszczone obok najlepszych utworów klasyków literatury. Widocznie autorzy podręczników, z jak najlepszych pobudek, być może chcąc podnieść rangę utworów kultury ludowej, umieścili je w takim sąsiedztwie. Zapewne gruntownie edukowani autorzy rzeczywiście byli pod ich wrażeniem. Nie pomyśleli jednakże, że to sąsiedztwo może dziwić ucznia. Wprawdzie zaproponowano mu wybitny utwór, ale niestety napisany w nieznanym dla niego języku.
Rzeczywiście, wiersz Lermontowa „Bielejet parus odinokij”, a obok jakaś „bieriozka stojała”, a do tego „luli-luli”, poza tym nie ma komu jej „załomati”. Po co brzózkę łamać, jeżeli rodzice i nauczyciele codziennie mówią o konieczności ochrony przyrody. Wyrwany z żywego kontekstu, odcięty od życiodajnej gleby, tekst ten może okazać się bezsensownym, i rzeczywiście aby zwrócić mu zagubiony sens, uczniowie poddają go obróbce: „Vo pole bieriozka stojała, vypiła sto gram i upała”. W taki niezauważalny i niekontrolowany sposób formuje się stosunek dzieci do kultury. I nie idzie tu jedynie o kulturę tradycyjną. Tak kształtowany surogat będzie promieniował i na kulturę w ogóle.
Do tej pory omawialiśmy głównie kulturę tradycyjną. Spróbujmy zbliżyć się do drugiego podmiotu naszych rozważań – do Współczesnego Ucznia, dziecka, które musi żyć w tym świecie, świecie industrialnym, technologicznym, skomputeryzowanym. W nauce funkcjonuje pojęcie „świat dzieciństwa”. Podobnie jak świat dorosłych, istnieje samodzielnie i warto o tym pamiętać. Dzieci, to mali dorośli, w ich świecie kultura ustna nie zatraciła jeszcze swego pierwszoplanowego znaczenia. Dzieci w zadziwiający sposób rozumieją język tej kultury. Wystarczy im przedstawić chociażby jedną, tradycyjną, mitologiczną opowieść, a one zaraz proszą o nowe. Pewnego razu, po opowiedzeniu grupie pierwszoklasistów kilku opowieści, na następnych zajęciach poprosiłem o przypomnienie jakichś niezwykłych historii, które im się przydarzyły. Byłem zdumiony, kiedy usłyszałem opowieści, posiadające wszystkie znamiona bajeczek.
1. „…kiedy zmarł mi kot, to było jakoś wcześniej… Miałem kota perskiego, pomarańczowego, nazywałem go Diksis. Gdy zmarł, położyłem go w piwnicy, na desce, i zamknąłem. Następnego dnia, kiedy tam zaszedłem, nie było już tej nakrywki,… i taki wielki pająk go okręcił… w pajęczynę… taka wielka gruba pajęczyna, był on taki wielki… i on zjadł go w następnym dniu…
2. „/Kiedy zmarł dziadek, tato/… w lesie, gdzie są groby, samotnie w lesie zbudował dom taki drewniany, i zamknął w grobie i położył ciało… Paliliśmy dom razem z nim /zmarłym/, chcieliśmy spalić, a on się nie palił, został tylko czarny, a potem chciano go bombardować, łamać, on się nie łamał. Zdecydowaliśmy zostawić to na jutro. Nazajutrz przyszliśmy, tylko resztki zostały, czarne, spalone pałeczki… i stamtąd wyjechaliśmy.
3. /Dziadek też zmarł/: „ Pewnego razu, kiedy… ja i moja chrzestna poszliśmy do cyrku, tam było dwoje drzwi: na prawo i na lewo. Zaszedłem na lewo, a mama na prawo. Myślałem, że tam, gdzie są lewe drzwi jest przejście tam oto, do mamy. A tam nie było. I poszedłem tam, a tam był mój dziadek, i tam było wielu innych. Był on na łańcuchu, to znaczy… przywiązany. Tak… na takim oto, jak w więzieniu. Zaszedłem tam, a on mówi: „Dima, Dima, chodź tu”. Podchodzę do niego, a on zaczyna mnie bić też łańcuchem. Zacząłem krzyczeć: „Pomóżcie!” A on nie mógł mnie utrzymać… łańcuchem, i ja uciekłem…”.
Wszystkie te bajeczki usłyszałem od dzieci, pierwszoklasistów.
W dziecięcej subkulturze byliczka jest gatunkiem żywym. Jej odbiór jest jasno określony emocjonalnie. Raz zasłyszana, zapamiętuje się na długo. Naturalne pytanie: „Czy było tak naprawdę?” pobudza energię, skierowaną na poszukiwanie odpowiedzi. Odpowiedź jest dla dziecka wyjątkowo ważna, a poszukiwanie jej będzie trwało dopóty, dopóki nie znajdzie ono możliwości dotknięcia istotnych sfer kultury. Aby osiągnąć ten cel wykorzysta wszystkie dostępne środki, i warto pomyśleć o tym jak poszerzyć możliwości wyboru. Odpowiedź „tego nie ma, dlatego, że nie może być w ogóle”, zamknie drzwi do ważniejszej sfery rzeczywistości. Cały świat może okazać się przekreślony i niedostępny percepcji.
Niezauważalnie doszliśmy do ważnego wniosku. Ustna, tradycyjna kultura, jej teksty, język, czasem zupełnie niezauważalnie, ciągle obecne są w naszym przesadnie racjonalizowanym świecie. Żyją w świecie dzieciństwa, ukazują się w naszych fantazjach i snach, są rozproszone w tekstach klasycznej i współczesnej sztuki. Istnieje zresztą wiele prac, mówiących o tym, że autorzy wielu utworów klasycznych nieświadomie, lub świadomie umieszczali w swych tekstach tradycyjne obrazy. Warto zwrócić też uwagę, że schematy, które leżą u podstaw tradycyjnych tekstów, w formie sprymityzowanej są masowo wykorzystywane w utworach sztuki komercyjnej, w reklamie itd. i często w tym tkwi tajemnica ich popularności.
Bajka i byliczka to różne gatunki. Ale stopień samoidentyfikacji maleńkiego słuchacza z bohaterami bajki jest tak wielki, że nasuwa się wniosek, iż bajka istnieje w świecie dzieciństwa w funkcji bliskiej do funkcji „byliczki”, mitu. Jest to sekret cudownego wpływu bajki na dziecko. Czarodziejska bajka opisuje podróż bohatera do świata śmierci, spotkanie i jego walkę z mieszkańcami tego świata, zdobywanie skarbu i powrót. Przyjmowanie bajki jest przeżywaniem doświadczenia umierania-odrodzenia, potwierdzeniem wieczności życia, zwycięstwem życia nad śmiercią.
Psycholodzy twierdzą, że przeżywanie obrazów czarodziejskiej bajki pomaga dzieciom w uformowaniu mocnej duchowej obręczy, która pozwala im w przyszłości sprzeciwiać się agresji świata. Interesujący stosunek do bajki istniał w środowisku tradycyjnym; okazuje się, że jeszcze na początku dwudziestego wieku dorośli, nocami o określonych porach roku zbierali się w chatach i opowiadali bajki. Istniały wierzenia, że dookoła człowieka, który opowiada bajkę, powstają trzy niewidzialne obręcze, które ochraniają go od siły nieczystej.
Ale bajka traci swoją wartość w dzisiejszym świecie. Według statystyk, wśród pierwszoklasistów, którzy przyszli do Ryskiej Rosyjskiej Szkoły Średniej, jedynie dziesięć procent słyszało bajki ludowe. Ich rodzice, nie rozumiejąc języka tradycyjnej kultury, zgubili poczucie wartości bajki. I chociaż rodzice nie tak dawno sami uczyli się w szkole, teraz uważają, że ich dzieciom bajka nie jest potrzebna.
Niezwykle ważne dla rozwoju osobowości są wzajemne relacje z mitycznym sposobem traktowania rzeczywistości. Teza J. Cheizingi mówi o tym, że u podstaw kultury leży zabawowy zaczątek. Ale oto pojawia się pytanie: „Jakie sny w tym śnie przyśnią się?” Odpowiedź jest możliwa jedynie przy udziale zasad zabawy. Nauka mówi, iż takie zasady nie są potrzebne. Przyjęcie tego założenia, droga którą poszła cywilizacja zachodnia, jest ciosem dla kultury, dla duchowego świata człowieka. Chociaż pozwala to skupić się na pierwiastku empirycznym i w tym tkwi po części sekret naszego „raju industrialnego”. Tragedią współczesnego człowieka jest niezrozumienie słowa „zabawa”. Rzeczywistość kulturalna i empiryczna są to dwie różne sfery, które może pogodzić jedynie zabawa sztuką.
Kultura etnograficzna jest przesiąknięta „zabawą”. Chodzi nie tylko o te wielorakie formy, połączone pojęciem „zabawy ludowej”, lecz o to, że u podstaw etnograficznej kultury leży jaskrawo określony, zabawowy początek, i to jest dla nas największą wartością. Dzieci potrzebują zabawy, nie mogą bez niej żyć, a kultura tradycyjna jest faktycznie całościowym, organicznym, oszlifowanym przez wieki zabawowym systemem, w którym wychowawcze i pedagogiczne założenia nie są wydzielone z ogólno kulturowej całości. Wszystko jest tu zabawą.
Współcześni pedagogiczni psychologowie gdzieś się zagubili, tworząc coraz to nowe zabawowe pomoce naukowe, co tak naprawdę niewiele zmienia. Najprostszy przykład, który od razu się nasuwa: nauczanie śpiewu we współczesnej szkole. Niepodobna porównywać ogólną kulturę śpiewu tradycyjnej wsi ze współczesnym miastem, bowiem właściwie wszyscy włościanie śpiewali. Średniego kunsztu przedstawicielka wiejskiej tradycji, śpiewa czasami lepiej, niż większość popularnych, zawodowych piosenkarzy estradowych, otrzymujących wielkie pieniądze za swe występy. Dlaczego? Dlatego, że tradycyjni włościanie od wczesnego dzieciństwa, w miejsce dyskotek uczestniczyli w korowodach i tańcach „pod język”. Obok śpiewu formy te proponowały wiele skomplikowanych ruchów tanecznych, aranżowanie całych wątków zabawowych i in.
Zabawę korowodową można zaliczyć do jednego z niezwykłych środków pedagogiki ludowej. Dziecko, uczestnicząc w niej, bez znudzenia, prawie niezauważalnie, uczy się śpiewać. Nauka przychodzi sama, prawie nieświadomie, podczas wesołych zdarzeń zabawy. Takie połączenie sprzyja lepszemu i szybszemu utrwaleniu właściwych nawyków, a co ważniejsze odpowiedniego stosunku do śpiewu. Pieśń okazuje się z nim związana, dziecko nie tylko uczy się śpiewać, ale i lubić pieśń. Podobnie niezauważalnie nabywa nawyki właściwego, lekkiego sposobu poruszania się. Zresztą, ta zasada wykorzystywana jest we współczesnych pomocach metodycznych do nauki gry na skrzypcach. Początkującym proponuje się aby maszerowali podczas gry na instrumencie, wykonywali też inne czynności: grali w pozycji leżącej, ruszać nogami w powietrzu itd.
Tylko w ten sposób można nauczyć się prawdziwej miłości do śpiewu. Dzisiejsi uczniowie, śpiewający z programowego obowiązku, lub z przypadkowej fantazji nauczyciela, stojący na apelu na baczność i rzadko pojmujący sens wykonywanych utworów, wywołują żal. Ale mówimy tu jedynie o nawykach wokalnych i radości ze śpiewu. W kulturze tradycyjnej śpiew – to uniwersalny środek komunikowania. Człowiek za pomocą śpiewu kontaktował się ze światem w różnorodnych jego przejawach. Za pomocą pieśni zwracano się do dzieci i dorosłych, do zmarłych, do zasianego pola, burzowej chmury, do zwierząt domowych i dzikich, do wiosny, świąt i ich personifikacji, do samego Boga. Współczesny człowiek praktycznie zatracił tę zdolność.
U podstaw kultury tradycyjnego śpiewu leży swoisty język, którego znajomość jest niezbędna dla rozumienia funkcji, którą spełniał śpiew w środowisku tradycyjnym. Wyjaśnienie owego języka zupełnie zmienia stosunek dziecka do pieśni, a pieśni przywraca jej pierwotną funkcję przemieniającą, która wprowadza dziecko do świata głębokich podstaw jego kultury, dając nieograniczone możliwości poznawania i samo poznawania.
***
Warto wspomnieć jeszcze o jednym ważnym aspekcie tego tematu. Wiadomym jest, że kultura tradycyjna, w odróżnieniu od kultury współczesnego, zurbanizowanego miasta, skierowana jest na prawdziwe, dosłowne samo odtworzenie. (W naszej miejskiej kulturze, jak wiadomo podstawową dewizą jest „nowość za wszelką cenę”). Innymi słowy człowiek tradycyjny, wykonując dowolny tekst podporządkowuje się wymaganiom jak najdokładniejszego jego odtworzenia, jak najbliższego temu, co przekazali mu jego nauczyciele.
Z drugiej strony każde wypowiedzenie tekstu w kulturze tradycyjnej jest jakoby jego stworzeniem na nowo, bez żadnych prób i ćwiczeń. Właściwie każdy, żywy przekaz tekstu jest improwizacją w ramach określonych kanonów, demonstracją wiedzy o języku kultury. Jednakże wiedza o języku nie jest równoznaczna z jego opanowaniem. Robiące wrażenie improwizacje zapisane przez Afanasjewa, Onczukowa, Zielenina i wielu innych zbieraczy folkloru, możliwe były, ponieważ autorzy poznali kulturę w ogólności, włącznie ze wszystkimi wariantami jej przejawów gatunkowych. Człowiek kultury tradycyjnej, w odróżnieniu od nas – jest wiecznym twórcą i improwizatorem, otrzymującym ze swej twórczości radość nieprzemijającego, poetyckiego natchnienia, które trudno z czymkolwiek porównać. Tymczasem my ze swoją znajomością reguł naukowych, zamieniamy się w oschłe nośniki zasobów informacyjnych.
Przyszła kolej na wnioski. Tradycyjna kultura posiada ogromny, wychowawczy, przemieniający potencjał, ale można do niego dojść jedynie poprzez wiedzę i głębokie rozumienie języka tej kultury. Podstawy wspomnianego języka, które przejawiają się w gatunkowej różnorodności mogą być przyjęte poprzez przemyślane studiowanie różnych tekstów. Mówiąc o pracy z uczniami, można zarysować zasięg tych tekstów. Po pierwsze jest to materiał mitologiczny, przede wszystkim bajki, opowieści itd., jak również pozostający w nieodłącznym związku z nim materiał obrzędowy. Poza tym jest to związany z poprzednim materiał zabawy, pieśni i tańca. Duży potencjał posiada także sfera ludowego przedmiotu, rzemiosła, rękodzieła.
Przed nami są dwie drogi. Możemy nie zaprzątając sobie głowy poszukiwaniami twórczymi, pójść prostszą, wydeptaną ścieżką, ale do czego ona prowadzi, już wspominałem. Drugi szlak jest trudniejszy, jest to droga poszukiwań i odkryć, radości poznania i dotknięcia tajemnic naszych wielowiekowych kultur, lecz jest to ta właściwa droga. Niech Bóg pomaga!

Siergiej Olenkin
(odczyt wygłoszony podczas Seminarium dla nauczycieli języka białoruskiego
w Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach — Bielsk Podlaski, 6 czerwca 2005 r.)

Autor, mieszkaniec Rygi, jest jednym z wiodących specjalistów folkloru tradycyjnego na Łotwie. Wielokrotnie prowadził warsztaty śpiewu białym głosem w Polsce. Kierowana przez Siergieja Olenkina grupa „Ilinska Piatnica” była trzykrotnym gościem festiwalu „Tam po majowuj rosi”. Niedawno ukazała się płyta CD, gdzie „Iliinskaja Piatnica” prezentuje pieśni Białorusinów z Podlasia oraz Witebszczyzny.



Do tekstu wkomponować foto:

Iliinskaja Piatnica w Studziwodach w 2005 r.; od lewej: Siergiej Olenkin, Tania Kabanowa, Polina Jakowlewa, Lena Korzina, przebrana za kusta

„Illinskaja Piatnica” na Św. Górze Grabarce, 2003

Najlepszymi nauczycielami śpiewu są autentyczni wykonawcy ludowi; grupa „Żemerwa” śpiewa rohulkę wraz z grupą „Oreszki” z Orzeszkowa, Muzeum w Bielsku Podlaskim, 2005


Tkactwo jest wciągającym rękodziełem już dla uczniów podstawówki


Wyrób naczyń ze słomy uczy dzieci zdolności manualnych i uwrażliwia na dary natury


Ńäĺëŕňü çŕęëŕäęó íŕ ýňó ńňđŕíčöó: